Dodatkowy spichlerz
Istotnie, nienawidzę tego, co użyteczne, a nic nie daje. Szanuję natomiast ów dar, którym jest dla ludzi przestrzeń i cisza. Od jeszcze jednego dodatkowego spichlerza wydaje mi się potrzebniejsze posiadanie na własność nieba pełnego gwiazd czy morza, choć nikt by nie umiał powiedzieć, co one dają sercu. Ale człowiek, śmiertelnie zdławiony życiem w nędznej dzielnicy, pragnie ich. Są jak wezwanie do cudownej podróży. Mniejsza z tym, jeśli podróż jest niemożliwa. Żal za miłością to już miłość. A kiedy próbujesz wyruszyć w drogę ku miłości, już jesteś ocalony. Nie wierzyłem jednakże w skuteczność takich darów. Ani radości, ani zdrowia, ani prawdziwej miłości nie można kupić. Nie można też kupić gwiazd. Nie można kupić świątyni. Wierzę w taką świątynię, której człowiek oddaje wszystko. Wierzę w świątynie, które rosnąc w górę domagają się potu ludzkiego. Wysyłają gdzieś daleko apostołów, a ci, w imię ich boga, wymuszają od ludzi okup. Wierzę w świątynię okrutnego króla, który w kamieniu buduje pomnik swojej dumy. Z całej krainy ściąga mężczyzn na plac budowy. A nadzorcy, z batami w ręku, każą im ciągnąć kamienie. Wierzę w świątynię, która człowieka wyzyskuje i pożera.